instagram Weroniki (klik!)
Zamysł był prosty - robimy przyjemną, minimalistyczną sesję domową. Pierwsze zdjęcia są z resztki kolorowej kliszy (kodak gold). Lubię, gdy z jednej sesji mam dwie kompletnie różne klisze, bo widzę jak duże ma to znaczenie w odbiorze zdjęć. Klimat jest często zupełnie inny.
Kolejne zdjęcia to już czarno-biały ilford.
Z Werką widziałyśmy się już po raz kolejny i z każdym kolejnym spotkaniem czujemy się przy sobie swobodniej, co przekłada się zawsze na efekty sesji. Lubię tworzyć kadry z nowymi twarzami, ale też często łapię się na tym, że głównie współpracuję z osobami, które już znam. Czuję większy luz i swobodę działania.
I czas na mały bonus. Po zapełnieniu kliszy postawiłyśmy na zabawę i kilka zdjęć wykonałyśmy telefonem.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz