"Najszczęśliwszy jest moment, w którym to, co tworzysz dopiero powstaje. (...) Okazuje się, że każdy wpadł na ten pomysł i kształt twojego wcale nie jest wyjątkowy. (...) Zapamiętaj tylko moment, w którym byliście sami i kiedy to wszystko było piękne."
Marta Bijan "Melodia mgieł dziennych"
Z książką Marty nie było mi wygodnie, ale wiem, że tego szukałam. Nieoczywistych emocji, których nie doświadcza każdy z nas. Dzięki temu czułam się trochę jakbym czytała czyjś pamiętnik, a trochę jakby ktoś powiedział mi, że nie jestem z moimi odczuciami sama, że jest jeszcze ktoś. I ten styl. Szyk słów i metafor budujących jakby nowy język, nieskażony tym mainstreamowym z każdej z najnowszych książek. Wymagał ode mnie nie tyle kompletnego skupienia, co wsiąknięcia w wir niechronologicznych zdarzeń.
Błądziłam w skórze Es nie wiedząc, czy to nadal ona, czy już ja. Gdy się na tym złapałam zaczęłam wyobrażać sobie swoją własną metaforę tej historii.
Kilka tygodni później dzielę się nią na tym blogu.
Bardzo piękne i nie tuzinkowe
OdpowiedzUsuńBrawo